Jestem lepsza niż te ślepe ludziska, które myślą, że są fajni, a gówno są fajni. O! Jestem lepsza, bo jestem Justyna. J U S T Y N A. Z dużej, pełnie, bez zdrobnień. Całym zdaniem wykrzycz mi w twarz JUSTYNA. Bo tak mam na imię. Aż się zapowietrzyłam, nooo! Nie będzie mi się tu jakaś kura szarogęsić! Argggh.
Po burzy zawsze wychodzi słońce. Z tego wszystkiego zwymiotowałam tęczą, soczystą bardzo. Mówią na mieście przecież, że puszcza się pawia.
Justyna
nie jestem tą samą dziewczyną z którą chciałeś
kraść cudze marzenia
nie czuję się wygodnie we własnej skórze
czekolada nie smakuje tak jak dawniej
nie jestem tym samym chłopakiem z którym mogłaś
godzinami siedzieć na rozdrożach
gryząc źdźbła młodej trawy
nie rozpoznaję swojej twarzy w lustrze
coraz częściej kąciki ust są statyczne lub kierują się
ku dołowi
jesteśmy zbyt zmęczeni i dorośli
pewnych piosenek nie da się zagrać do końca-
-a tej najlepszej nawet już nie pamiętamy
Justyna
Pamiętniczku, który de facto pamiętniczkiem nie jesteś - powiedz mi co zrobić? Chcę i muszę przytyć. Ale ile można jeść? Czy to minie? Jeśli minie z czasem, to nie chcę czekać, nie chce umierać i czuć się jak róża która usycha oszklona. Widzi promienie słońca i umiera z pragnienia, bo nie może w żaden sposób się nimi otulić. Chce być normalna, chce być najnormalniejsza na świecie. Dlaczego nie mogę? To nie jest normalne. To nie jest zdrowe. Nie czuję się zdrowa. Wyciągam zmęczone dłonie w stronę lepszej strony życia, ale czuję, że nic mi nie pomaga. Czuję tylko, ze im bardziej wyciągam dłonie, tym coś bardziej ciągnie mnie do tyłu, żebym nie mogła dosięgnąć. Nie czuję. Niczego nie czuję. Nie czuję, że potrafię żyć. Żyję tylko tym, że nienawidzę wyjść. Bo wyjść znaczy się pokazać, a ja nie mam zamiaru się pokazywać. Nie taka jak teraz. Nie da się tego ukryć. Nie da się nie myśleć o tym. Żeby nie myśleć musiałabym się chyba zaćpać albo upić, wtedy się jedynie nie myśli. Źle mi. Czuję się sama :(
Nie chcę umrzeć. Chcę żyć. Chcę się cieszyć swoją młodością, a nie uciekać przed nią do dorosłości bo "być może" będzie lepiej.
Justyna
Glorio, jesteś chora. jesteś bardzo chora, nie wiem czy da się być po tym zdrowym, wiem, że da się być wyleczonym, ale zdrowym? Nie wiem, nie wiem. Szkoda mi Ciebie, przepadłaś gdzieś, w swej chorobie leżysz w kącie i nie masz siły na nic.
A ja mam! Jeszcze mam siłę, o nie, nie poddam się tak szybciutko jak Ty. Ty skończyłaś jako ulicznica, ja wolę się szanować.
Nie chcę być przyjaciółmi! Nie, nie, nie...
Glorio, tak zaczęłam się zastanawiać, może powinnam stworzyć Twój rysopis?
Wysoka, zgrabna, długie nogi, duże usta, ogromne oczy, rzęsy do czoła. Ogólnie seks z każdej strony. Kłaki do pasa.
Jesteś taka brzyyddkaa, taka straszznaaa, taka naiwnaa. Dlaczego chcę być taka jak Ty?
Dajesz częściej niż bankomat, mimo to, jest w Tobie ciche, małe, ukryte dziecko. Ono woła, i ja je słyszę. To źle, że je słyszę? To źle, że inni nie? Ono woła i woła. Podchodzę żeby powiedzieć choć słowo, i ono zamienia się w wyuzdaną, bezpruderyjną wszetecznicę i pluje mi w twarz. Odchodzę w złości i nienawiści! A Ty nagle z dziwki zamieniasz znów się w dzieciątko i ryczysz mi dniami i nocami. Zabić się idzie! Zostaw mnie. Dlaczego wciąż szepczesz mi na ramieniu i prowadzisz na manowce?! Precz!
Justyna
Dlaczego ludzie nie chcą sprostać wymaganiom innym? Dlaczego tak jest, że wolą iść na łatwiznę? Drogi pamiętniczku, powiedz mi (jak lustereczko powiedziało królewnie) dlaczego ludzie kłamią w oczy innym i boją się prawdy? Dlaczego nawet najbliższe koleżanki mogą okazać dwulicowymi Brutusami? Łapią Cię w pułapkę swoich kłamstw i zabijają gdzieś w kącie. I nie można się wtedy poskładać. A nie ma się nikogo innego? Szuka się wciąż i wciąż kogoś, kto mógłby to zrozumieć, powiedzieć szczerze i bez ogródek. Ale nie ma już takich ludzi. Każdy robi tak by zamiast ideami, kierować się tym co się opłaca. Nawet kosztem innych ludzi.
Hey gloria, wth are you doing here?
Czekam czasem na ten lepszy dzień, słońca, śmiechu, lodów, zawaby i beztroski.
Gloria, jesteś nieokrzesaną dawaczką dupci gdzie popadnie. Masz nawet czelność być z tego dumna. Bo ćwiczysz namiętnie mięśnie pochwy i czytasz nerwowo najnowsze nowinki ze świata prostytutki.
Źle mi z samą sobą. Uczę się Ciebie, no! Uczę i uczę.
"Uczę się ciebie, człowieku
Powoli się uczę, powoli
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli."*
A ja się uczę na błędach! Bo przecież ludzie mają w naturze upadanie. Tylko niektórzy nie chcą dalej iść, bo mają tak zdarte kolana, że boją się następnego upadku. Stoją i nie chcą już iść! Moje kolana też krwawią, ale dlatego że wczoraj się pozacinałam, bo mi się spieszyło. Spieszyło mi się iść! Czyli jeszcze nie stoję. Tylko wciąż idę. Gnam, gonię i też się boję.
"[...] zapalam się, płonę,
Jak kwiat liściami w niebo otwartemi
Chwytam powietrze, pożeram wrażenia.
Myśl Boga z tworów wyczytuję ziemi,
I głazy pytam o iskrę płomienia.
Ten staw odbite niebo w sobie czuję,
I myśl nieba błękitem."**
Wszystko mnie boli od środka. I już nie wiem czy wiem, czy cokolwiek wiem, a jeśli nie wiem, to nie wiem co będzie, nawet jeśli wiem to i tak czuję, że nie wiem. Bo jak mam wiedzieć, jak nie wiem?
Podstępne Brutusiki są wśród nas, i strzeż mnie Panie ode złego, albowiem nie potrafię odpuścić winy mojemu winowajcy, więc Panie i Ty mojej winy odpuszczać nie musisz. Ale postaram się odpuścić. Obiecuję.
*Jerzy Liebert
**Juliusz Słowacki
Justyna
Postanowiłam coś naskrobać. Minie niedługo rok, a ja jak nie pisałam - tak nie piszę. Organ nie używany zanika, jak wiadomo, więc coś z tym trza zrobić.
Mam ochotę być piękna, i to mi ostatnio prześwietla wszystko wokół, może nie jak Doda albo Pamela Anderson, ale może by tak choć troszkę w tę stronę pustej, sztucznej i nienaturalnej piękności... och i ach, a nawet ech. I to ech to chyba najwięcej, bo jakoś jestem piękno-odporna i moja natura nie obrała sobie celu dążenia do ideału, a raczej bym powiedziała, że podupada z wiekiem. Taak... to już te lata. Liczę siedemnaście wiosen już, a to do czegoś obliguje. Pierwsze zmarszczki, ostatnie chwile wygłupów i pustka, w którą się podąża, a zwie się ona dorosłością. Czuję się wybrykiem natury, który chce i nie chce na raz wielu rzeczy. Tu dziecko, tu dorosła, czasami mam ochotę wyrooosnąć hen, hen i podążać drogą ludzi świadomych, odpowiedzialnych i wykształconych, a czasami to wolę sobie possać palca, poleżeć w łóżeczku i pobawić się grzechotką.
No to chcę być piękna. Do zestawu przydało by się mieszkać w jakimś pięknym miejscu, ale nie bądźmy pazerni, jak na razie "ta zapyziała dziura" mi wystarczy, poza tym umarłabym bez niej.
Chciałabym być zdolna i są takie trzy podstawowe dzieciny sztuki, które mam na myśli i w których chętnie chciałabym się spełniać. Mam bardzo dużo pomysłów na życie, ale z nimi jest jak z wybieraniem i kupowaniem lalki. Wybierzesz jedną to potem masz żal, że nie wybrałeś drugiej i tak w kółko. Więc najlepiej zająć się czymś innym i w ogóle nie interesować się lalkami. Życiem najlepiej też nie. Mam słomiany zapał do wszystkiego za co się biorę. Mogę się zafascynować czymś w jednej chwili, a w drugiej już mi się nie chce. Nic nie przychodzi łatwo, a ja się za szybko poddaję. To chyba nie za dobrze. W sumie to nawet czasem nie chce mi się dążyć do tego "piękna" o którym wspomniałam już. Ale dobrze, że są inni ludzi i Internet i mam porównanie, że jednak wypadało by ruszyć wcale-nie-tak-opasłą dupę i jednak coś zrobić, bo mi życie między palcami ucieka a ja nic nie zrobiłam. A potem będzie "boisz się, że kiedyś (...) będziesz nad urodzinowym tortem tragicznie pełnym świeczek i pomyślisz, że twój czas minął, a ty nic nie przeżyłaś?" cytując. Samego życia się boję, i samego jego przeżycia, łącze z przeżyciami, których może nie być.
Mhm. Trzeba czekać, może to na co czekam (a nie wiem na co czekam?) samo przyjdzie.
Justyna
2009
grudzień (1)2010
styczeń (2)luty (2)marzec (1)