archiwum
2009
grudzień (1)

2010
styczeń (2)
luty (1)
marzec (3)
kwiecień (1)
wrzesień (1)
październik (4)
listopad (3)
grudzień (1)

2011
styczeń (2)
luty (1)

tonę

niedziela, 13.lutego.2011, 12:33

jeżeli tonę, to nie wyciągaj niedbale dłoni.
rozmyj się
w pomarańczu koła ratunkowego,
w powietrzu, które uchodzi małymi bąbelkami
z płuc i kapoka.

przede mną oceany,
zorze polarne odbijane na dnie,
gdzie bezokie ryby,
zaginione listy w butelce
i zielone od glonów monety.

bo jeżeli tonę, to nie mówię o tym nikomu tylko
sinieję, pęcznieję,
przybieram formę Ofelii
łapiąc falujące brzegi sukienki.

Justyna


Olizm, anizm, i wszystko co uzależnia.

czwartek, 27.stycznia.2011, 23:59
To wciąga, zasysa, chce się tam być, wdychać to powietrze, wąchać zapach tego podniecenia, i nie dawać o tym znaku, jak mimoza; podziwiać, dotykać, patrzeć, upajać oczy, bo to one dają najwięcej radości, później dotyk, jedwab, wełna, skóra... podróżować w różne miejsca stojąc na tym samym kafelku to teraz, być tu i tam na raz, istnieć, mieć, posiadać i... cieszyć się posiadaniem. Chodzić, jeść, podziwiać, a przede wszystkim podróżować uliczkami. Albo plażą. Albo najpierw plażą, a później uliczkami, a później znów szybko do samolotu. Być. I żyć.
Justyna


Whose words alone can catch a falling star?

środa, 19.stycznia.2011, 14:52
Być czy nie być, oto jest pytanie...
No bo być egoistką czy nią nie być? Przecież każda decyzja wymagająca dużych zmian jakoś nas naraża...
Coś się kończy, a coś się zaczyna. Nie chce więcej kłamać. Zmiany z mojej strony to pikuś, bo nie o mnie chodzi. Ja znajduję wytłumaczenia swoich czynów. Przecież to świat jest zły, nie ja!
Wciąż wyjaśniam sobie cel swojej egzystencji. Kiedyś było inaczej... zima trwała krótko, a najczęściej po niech szybko uderzały ciepłe promienie i znów chciało się oddychać pełną piersią i biegać, czekać, liczyć i zwyczajnie być. Nie potrzeba było szukać celu czy sensu, po prostu się było. Skakało, śmiało i dobrze bawiło. Tak, to dziecko dobrze się bawiło życiem. Teraz już ma zmarszczki lub reumatyzm i wcale nie chce już chodzić krawężnikiem czekając aż ONA wróci i będą się bawić. Aż ONA zje obiad i przyjdzie. Aż ponownie się pokłócą. I ONA znów się obrazi, i znów się pogodzą. Aż ON znów się pojawi, i znów będą się bić, ścigać i kopać piłkę. Aż znów ubrudzą się bawiąc się na uwalonej tapicerce samochodu wyprodukowanego zaraz po wojnie, aż znów mama będzie krzyczeć... Niech mama krzyczy! Że znów brudna buzia, że kolano zdarte, że spodnie podarte, że buty porysowane po przechodzeniu przez ogrodzenie. Niech krzyczy już całą wieczność! A nieświadome dziecko dalej bawi się w swoim świecie...
Justyna


Ubolewam.

czwartek, 9.grudnia.2010, 19:36
Ja nie wiem w ogóle. Jak można mieć kompleksy jak się mini zakłada? Czy to w ogóle jest dozwolone przez prawo? A poza tym mam coś jeszcze. Rozmawiałam dzisiaj z Piotrkiem, który zwraca uwagę na damską bieliznę! Jakim cudem, przecież facetów obchodzą cycki, a nie staniki? Co ich tam buły i wylewające się cyce znad miseczki, cycki wylewające się dołem, tuż pod linią obwodu, fiszbina na cycku, czy nie daj Boże, w ogóle nie dotykająca piersi! Obwód na karku, albo wyciskający smaczne wałeczki na plecach. Takie wałeczki długo uciskane zostają bordowymi śladami do końca życia. Albo push - up wypychający piersi w górę, a w rzeczywistości stłamszający i spłaszczający biust. A potem zostają buły pod pachami wdzięcznie ukazujące się latem i cycki lecą w dół bo skóra staje się wiotka... rzeź niewiniątek! Co to biedne biusty zrobiły żeby je tak torturować! Ubolewam.
Justyna


Oni tak pięknie byli.

sobota, 27.listopada.2010, 20:30
Znaleźli się. Czasami myślę, że się znaleźli. Tak zwyczajnie.
On był szaleńcem. Ale najczęściej po prostu był. Dla niej. Dla jej szczęścia. I samej świadomości istnienia dla jej miłości. Tak po prostu przychodził, bez słowa łapał jej dłoń i zabierał ją... czasem do siebie, a czasem gdzieś daleko. Była jeszcze młoda więc nie mógł zabrać jej na koniec świata. Choć tak bardzo chciał mieć to wszystko w dupie, i wziąć ją tam gdzie nikogo jeszcze nie było. Ale nie martwiła się tym. I choć nie rozumieli wszystkiego, tego co widzieli i tego co słyszeli, to posiadali wspólne sny.
Ona. Tak bardzo wzruszała go tymi swoimi śpiącymi oczami, w swojej błękinej piżamie. Najbardziej kochał w niej uśmiech.
Te noce kiedy siadali i pijąc szampana opowiadali sobie przyszłość. Śmiali się i umierali tak powoli, zatapiając się w swojej miłości. A czas im leciał w zwonionym tempie kiedy słuchali nawzajem uderzeń swoich serc. Żartowali ze swoich błędów, kłamali o podróżach dookoła świata, każdego dnia coraz bardziej ryli w swoich umysłach nienawiść do chwil, które ich dzielą.

Byli. I zginęli. Pijany kiercowca zabił ich oboje.
Justyna


Jakoś przez duże J.

sobota, 20.listopada.2010, 13:06
Nie identyfukję się z nikim ani niczym. Nie taka, nie siaka, nie żadna. Jestem mentalna. Nie mylić z fatalną.


(...)
z warg spływa
kropla krwi
i gdzie Twój język
który by koił ból
wynikły z przegryzionego
słowa kocham"

...

Justyna


Bywa, przez duże B.

czwartek, 18.listopada.2010, 16:02
Czy Ty też miewasz tak (drogi pustelniku*), że czasem każdy wie, zna, widzi i czuje. Wie to coś co wiesz i Ty. I wykorzystuje to do swych niecnych celów. Na Złość. Na Zranienie. Na Załamanie. Czy to tylko chwila ulotna, przypadek, nie wcale tam wielkie przeznaczenie?



*pustelnik -dosłownie, nie należy doszukiwać się odniesienia do pustaków.

Justyna


Lubię, kiedy kobieta...

poniedziałek, 25.października.2010, 17:47
Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to -- i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskonczone przestrzenie nieziemskiego świata.


Wiersz autorstwa Kazimierza Przerwy-Tetmajera.(1894)
Justyna


Oni.

sobota, 23.października.2010, 21:29
Nazywają ich cyganerią
ewentualnie bohemą
i choć nie mają talentu
umieją ściemniać lepiej niż niejeden
polityk.



Justyna


kochać cię do nieprzytomności

czwartek, 21.października.2010, 16:24
"mężczyźni jej nie pożądali bo była zbyt krucha
drobna w posturze i niechętna
w rozdzielaniu pocałunków

miasto Sophie pluło pod jej stopy
już dawno zgniło od nadmiaru łez samotnych dziewcząt
a ona była jedną z tych które
swoje życie zawierzyły nieistniejącym ideałom."

Boli.


Justyna


Nauczka. No bo przeż nie nauka, nie?

piątek, 15.października.2010, 18:28
HA! Dostałam 4 z matematyki i 4+ z niemieckiego. Te prochy są zajebiste, kotku.
się dzieje, i działo.
Biegnę, biegnę, a chce leżeć, jak to jest...
Obrastam znów mechem. Jak to jest?
...
Nie wiele więcej warte niż sranie... No, chyba, że ktoś ma taki fetysz. Nie wnikam, nie wnikam...
Chciałabym tak w sumie, oj chciała. Ale przecież na to trzeba mieć pieniadze, żeby tak nie pracować.
A gdyby tak..hihihi! A głupiutkie ludziki, myślą, że jestem geniuszem. Jestem, bo umiem to zamarkować :)


"I can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like"

A kolejne dni mijają... mrrrrauu.
Justyna


Kolejny rok przede mną.

wtorek, 21.września.2010, 17:28
Klasa maturalna, że niby.
cykady układają pieśni żałobne, a ciała
zdają się tonąć w fałdach wspomnień. punkt pierwszy
w kalendarzu na nowy sierpień- nigdy nie tracić z oczu butelki.
Justyna


Jak to jest być brzydkim.

wtorek, 20.kwietnia.2010, 18:34
Jak jest się brzydkim to nawet samoakceptacja gówno da ze zderzeniem opini społeczeństwa. Żyję zmianą. Chce zmiany w każdem postaci. Chce poznać kogoś. Poznać na wylot. Obojętnie kto. Niech tylko będzie! Nadmiar i bezmiar znów. Ehhh.

Justyna


Przecież geniusze nie umierają.

wtorek, 30.marca.2010, 11:55
Złame, złame tak niepostrzeżenie i delikatnie jak uderzenie lekkimi palcami o klawisze fortepianu. By wydało ten niesamowity dźwięk, prostote i schematyczność. Złame, dla swojej bladości, alabastrowej i chwiejnych dotknięć z kości słoniowej. Dla przeplatajacej się czerni z bielą. Dla chwil ulotnych. Dla sentymentu i dla pamięci rozwianej po wrzosowych polach. Dla poety i jego zbioru marzeń. Dla mieszkańca zamku pieśni, dla chłopca z nadmiarem uczuć i bezmiarem pustki. Dla swoich barw smaku i malarza słów pięknych. Dla gości oczodołów i nieprzyjaciół małżowiny usznej. Dla szklanki wina przelewaijacej się i brudzącej amarantowy dywan. Nie martw się i tak nie widać tego w deszczu. Pada. Pada kamień, nie z serca ale ze strony wroga. I tak Cię kochają. Ja też.

Justyna


Zabawny się w życie.

piątek, 26.marca.2010, 17:19
Zdałam sobie sprawę, że żeby zaistnieć w świecie szołbiznesu to trzeba być naprawdę mocną suczą o stalowych nerwach, słodkim uśmiechu, udawać grzeczną i miłą, co by ukryć tu swoje prawdziwe oblicze. Znacie takie osoby? Takie, które są przez wszystkich lubiane? Pomyślcie chwilę, dwie. Znajdzie się taka osoba, wytwarza pozytywne nastrój, nie ma wrogów, jest lubiana, ma talent, zazwyczaj nie ma problemów z nauką. Nie wierzę w takich ludzi, nie ma ludzi bez wad. Nienawidzę takich ludzi, bo są lepsi, umieją więcej, swoim urokiem i mową ciała(zazwyczaj bardzo pięknego ciała(sic!)) uwodzą innych. Dla nich wszystko jest piękne, cudowne, wszędzie widzą coś artystycznego, tworzą swój własny, niepowtarzalny świat. Dla nich artyzmem jest życie. Bo grają. Aktorzyny. Od siedmiu boleści. Poker face jak śpiewa Gaga. To ona mi ukradła przedrostek 'Lady' bo to ja pierwsza byłam Lady. Choć nie mam manii wielkości ani żadnych tam megalomanii. (Kleptomani też nie mam!) Ale Lady Gagę podziwiam. Ona też jest byczyską, ale chyba nie bardzo się z tym kryje. Trzeba umieć grać by zaistnieć. Nie chcę być z tego powodu sławna, bo nie lubię grać. Nie w życie.

Znów chce i nie chce. Dlaczego czuję się gorsza? Dlaczego? Bo jestem brzydsza? Bo mam mniej pieniędzy? Bo mnie nikt nie zna? Bo mam wrogów? Bo nie mam piątek w szkole? Dlaczego? Bo mam okres? Bo nie potrafię udawać uśmiechu kiedy nie chce mi się uśmiechać? W dupie mam swoje życie. Nie jest warte funta kłaków.

Znów mam migrenę.
Justyna